Zimowy Janosik 2020 – Spacer Murgrabiego

Tegoroczne starty rozpocząłem w … Niedzicy – czyli tam gdzie skończyłem „ściganie” w 2019 roku. Normalnie nie wziąłbym udziały w tym biegu (po prostu nie startuje zimą) ale że wygrałem pakiet startowy to… czemu nie 🙂 Na codzień nie mam gór po których mogę trenować (a w tej zimy także i śniegu 😉 dla tego szkoda było by nie wykorzystać takiej okazji 🙂

Specjalnie nie przygotowywałem się do tego biegu – „zima” to dla mnie okres budowania wytrzymałości i siły. Dwa tygodnie przed startem odstawiłem „ciężary” by nabrać trochę świeżości i lekkości w bieganiu. Zacząłem za to intensywniej śledzić pogodę – interesowało mnie czy będzie mróz czy nie –  bieganie przy -20 na dystansie 50km może nie być przyjemnie 😉 

Klasycznie dwa dni przed startem pojawiłem się w Niedzicy-Zamek by nacieszyć się górami, przepięknymi widokami i śniegiem. Spacer po śniegu i oblodzonych chodnikach uświadomił mi że w sobotę może być naprawdę „ciekawie” i chodź temperatura była dodatnia to w końcu jestem w górach a tutaj pogoda jest przecież zmienna jak nigdzie indziej i można spodziewać się wszystkiego. W przeddzień biegu lało od rana ale gdy patrzyłem na prognozy to akurat na sobotę miało się wypogodzić, dodatnia temperatura i piękne słońce przez cały dzień. Baza zawodów zlokalizowana była w szkole (super rozwiązanie) gdzie udało się wcisnąć kilka stoisk ze sprzętem. Pakiet odebrałem na samym początku by wieczorem na spokojnie przygotować się do biegu (sprawdzić sprzęt).

Wyjazd autokarów na linię startu był przewidziany na godzinę 6 więc wstałem chwilkę po czwartej by zjeść „większe” śniadanie, popakować rzeczy w plecak (w sumie rano zastanawiałem się czemu nie zrobiłem tego wieczorem 🙂 i spacerkiem udać się do autokaru. Tylko wyszedłem z hotelu i prawie wywinąłem „orła” 🙂 – tak, wszędzie lód – no to jak tak jest tutaj to na trasie będzie się działo…

Godzina jazdy do Bachledova Dolina szybko zleciała ale ze względu na to że transport odbywał się kilkoma autokarami (ponad 300 osób do przetransportowania) to start został opóźniony o dobre 20 min. Kilka cennych informacji na temat warunków na trasie i zaczęło się odliczanie. 10,9,8,…….3,2,1 GO poszli 🙂

Kilka metrów za linią startu było rozgałęzienie – My mieliśmy biec w prawo no ale że każdy ma swoje prawo 😉 to standardowo kilkadziesiąt osób pomyliło drogę 🙂 Lekkie przyblokowanie przez dużą cześć zawodników sprawiło że do czołówki szybko traciłem dystans. Wyskoczyłem na „pobocze” i po nieubitym śniegu starałem się wyprzedzić jak największą liczbę osób. Pierwszy odcinek (jakieś 2,5km) do „ścieżki w koronach drzew” był pod górę po dość dobrze „udeptanej” trasie a dalej to już sama przyjemność – wbiegnięcie na wierzę widokową – o tak to to dopiero były widoki 😀 Prawie błękitne niebo, słońce i panorama Tatr mmmm mega 🙂 Można by tu spędzić kilka dobrych minut by nacieszyć oczy otaczającą przyrodą ale przyjechałem tu w końcu pobiegać więc szybkie kółeczko na samym szczycie i z powrotem na dół.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie dsc_0212.jpg

Trasa z każdym metrem stawała się bardziej wymagająca. Miejscami nawiało dużo śniegu i można było spodziewać się wszystkiego. Na horyzoncie pojawił się pierwszy punkt żywieniowy na którym się nie zatrzymywałem (tak jak i wszyscy zawodnicy biegnący przede mną). Założenie było takie by zatrzymać się tylko na mecie – wydawało mi się że spokojnie to co zabrałem powinno mi wystarczy. Dalej szeroka droga biegnąca w dół – idealny odcinek by przyśpieszyć…. ale nie dziś 🙂 lód na całej szerokości sprawił że zamiast rozpędzić się do prędkości „światła” i pocisnąć to ja kręciłem piruety 🙂 O tak – tam to się dopiero działo. 3 lub 4 razy się wywaliłem a kilkanaście razy przyjmowałem dziwaczną pozycję by tylko utrzymać się na nogach. Skupiłem się na poszukiwaniu zaśnieżonych części drogi by jakoś doczłapać się do końca tego lodowiska. Nie wiem ile to było kilometrów ale na pewno duuuużo 🙂 Chyba nigdy nie byłem tak zmęczony biegnąc w dół 🙂 Trochę żałowałem że nie kupiłem sobie nakładek z kolcami na buty – na pewno by się przydały bo osoby w rakach mijały mnie jedna za drugą z uśmiechem na twarzy 🙂

Drugi punkt odżywczy i tak jak poprzednio bez przystanku pobiegłem dalej. Dalej droga trochę się przeplatała – raz w górę raz w dół, trochę śniegu (takiego po kolana też), trochę asfaltu, jakieś błotko no i oczywiście lód. Słońce mocno grzało a kilometry mijały dość szybko, szczególnie jak ma się tak piękne widoki dookoła Siebie – Panorama Tatr cały czas była w zasięgu wzroku. 

Dobiegłem do miejscowości Łapsze Niżne – 3-go punktu odżywczego gdzie z daleko witano mnie kieliszeczkiem czegoś mocniejszego 🙂 Pięknie podziękowałem, odbiłem się na punkcie kontrolnym i pobiegłem dalej. Izotonik ubywał dość szybko ( nie spodziewałem się że tak będzie ciepło tego dnia) a że przede mną była jeszcze ta „okropna” góra Żar – to wiedziałem że na kolejnym puncie będę musiał się zatrzymać. Droga prowadziła przez odcinki asfaltowe i ośnieżone tak więc bez większych problemów udało się ją pokonać. Dursztyn i punkt kontrolny nr. 4 To miejsce pamiętałem dobrze z letniej edycji Janosika. Uzupełniłem „izo”, złapałem kilka cząstek mandarynki – chodź standardowo miałem ochotę zjeść pomarańcza 🙂 i pobiegłem suchym asfaltem by stawić czoła pionowemu podbiegowi. Z daleka wypatrywałem szczyt na który zaraz przyjdzie mi się wdrapywać. Dobrze wiedziałem co mnie czeka i nie była to przyjemność 🙂 Jeszcze krótki odcinek po leśnej błotnej ścieżce i jestem na miejscu 😉 Na samej górze kilka osób właśnie kończyło wdrapywać się na szczyt – przez chwilę pomyślałem że może nawet jeszcze uda się ich dogonić 😉 ale nie, to raczej nie będzie możliwe. Góra sama w sobie niczym mnie nie zaskoczyła bo w końcu było to drugie podejście 🙂 Nawierzchnia przypomniała tą z sierpnia – nie było tam śniegu a tylko małymi odcinkami znajdowało się błoto. Gdy dotarłem a szczyt, złapałem kilka głębszych oddechów, nacieszyłem się pięknym widokiem i powoli ruszyłem do przodu. Śnieg, błoto, śnieżne błoto, lód a także wodne strumyki – czytaj chlapa 🙂 – tak wyglądała droga przez kolejne kilometry. W pewnym momencie trasa połączyła się z innymi Janosikowymi odcinkami i zrobiło się nawet tłoczno 😉 Ale nie trwało to zbyt długu bo w pewnym momencie był rozbieg a tam informacja „Trasa 50+km w lewo – do mety 5km” Wydawało mi się że do momenty będę biegł już sam ale po kilkunastu metrach pojawił się na horyzoncie biegacz z mojej trasy – od razu dodało mi to energii 🙂 – taka marchewka 😉 Nie przyśpieszałem specjalnie bo wiedziałem że jak tylko wybiegnę z lasu zmieni się nawierzchnia. Ten odcinek był już wspólny dla wszystkich dystansów. Gdy tylko poczułem asfalt pod nogami nabrałem prędkości i dość szybko zbliżyłem się do „marchewki”. Do mety jakieś 2km, może mniej – postanowiłem zaatakować i pobiec na „maksa”. Niedzica-Zamek, skręt w prawo na chodnik – to już sama końcówka, moim oczom ukazała się zapora. Przebiegłem na drugą stronę ulicy i do mety pozostało przebiec po tamie a następnie schodami kilka pięter w dół. Znów w prawo i tunelem przebiegam przez drzwi i wpadam szczęśliwy na metę 🙂

Wnioski:

Pogoda: Idealna – 😉 co du dużo pisać, dzień przed – lało, dzień po – lało ale w dniu zwodów pogoda była świetna, słoneczko, temperatura +10 (w najcieplejszym momencie dnia).

Odżywianie: Bułka z dżemem i bananem + do tego batoniki daktylowe własnej produkcji – sprawdziły się idealnie. Miałem małe problemy z rozpieczętowaniem (w rękawiczkach trudno było zedrzeć folię) ale po za tym wszystko się sprawdziło. Klasycznie zjadłem połowę tego co zabrałem ze sobą 🙂 

Nawodnienie: – 2 x 0,5l soft flaski z izotonikiem + jedno uzupełnienie 0,5l na punkcie odżywczym.

Sprzęt: – Plecak Salomon ADV Skin 5, kije – Black Diamond Distance Carbon, buty Salomon speedcross Vario 2 Gore-Tex, getry biegowe (a raczej spodnie 😉 Inov-8 Winter Tight.

Samoocena: „Szklanka do połowy pusta” 🙂 – co tu dużo pisać – miałem ambicje by ukończyć biegu w pierwszej 10-tce 🙂 I chodź wiedziałem że to jest środek zimy, że forma jest daleka od tej startowej, to mimo wszystko oczekiwałem od Siebie że będzie lepiej. Była to na pewno dobra lekcja, nowe doświadczenie i przede wszystkim świetna przygoda 🙂

Meta: 24 miejsce w kat open, 23 wśród mężczyzn, 13 miejsce w kat. wiekowej. 

Czas: 5:33:49

Jedna odpowiedź na “Zimowy Janosik 2020 – Spacer Murgrabiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s