Ultrajanosik 2019

Ultra Janosik to wisienka na torcie moich tegorocznych startów. Malownicza trasa wyznaczona po Słowackich i Polskich szlakach która dostarcza przepięknych widoków i niezapomnianych wrażeń.

Szeroka Przełęcz Bielska – pierwszy a zarazem najwyższy punkt do zdobycia na trasie Pomsty Janosika – 80 km. Odcinek trasy na którym można było dużo zyskać lub wiele stracić gdyż różnica wysokości na pierwszych 11 km wynosiła prawie 1 km. Dla tego też od samego początku założyłem sobie aby biec mocnym tempem i w miarę możliwości trzymać się czołówki. Pierwsza  3-jka od samego początku narzuciła bardzo mocne tempo (przynajmniej dla mnie) dla tego odpuściłem sobie pościg za nimi. Biegłem w kolejnej 4-osobowej grupie która po 3 km zmniejszyła się do 2 osób. Do pierwszego punktu żywieniowo droga nie była trudna technicznie – przeplatanka leśnych szklaków z kamienistymi. W pewnym momencie zamieniła się w typowo skaliste podłoże po którym płynęła nurtem woda. Przed startem założyłem sobie aby odpuścić sobie zatrzymanie się na 1-wszym punkcie – dla tego też pozdrowiłem czekające tam osoby i podziękowałem za doping – cisnąłem dalej w górę. Akurat od tego miejsca zaczęły się cudowne widoki. Dookoła Tatry – wysokie góry które robiły mega klimat – tylko wyciągnąć telefon i robić zdjęcia. Ale powiedziałem do siebie – nie, nie ma na to czasu – wiedziałem że jak zrobie to raz, to później będzie tak samo. Im wyżej tym podejście stawało się bardziej wymagające i z pomocą przyszły mi kije.

Tak dotarłem na przełęcz – na trasie zaczęło pojawiać się co raz więcej turystów a ich kumulacja przypadła na zbiegu. Duże, mokre i ruchome kamienie nie ułatwiały mijania kolejnych osób zmierzających pod górę – czasem nawet miałem wrażenie że specjalnie blokują mi przejście. Nie biegłem w dół tak szybko jak bym chciał – miejscami dość zachowawczo do momentu wbiegnięcia w las. Tam droga była już szeroka co pozwoliło podkręcić tempo. W pewnym momencie oznakowanie wskazało aby zbiec ze szlaku i dalej kierować się przez trawę. Na zegarku trasa się zgadza, oznakowanie ok więc cisnąłem dalej. Dobiegłem do „oślej łączki” gdzie po wbiegnięciu na trawiastą górkę skręciłem w prawo i pobiegłem dalej. Trasa w tym miejscu wyznaczona na „dziko” bez żadnej ścieżki prowadziła do wsi Zdziar gdzie ulokowany był punkt żywieniowo-kontrolny. Tam „zatankowałem” izo, zjadłem 3 kawałki banana, dwie cząstki pomarańcza i odbyłem miłą rozmowę na tematów butów w których akurat biegłem 🙂 – jak tam dają radę itd. Te postoje mogą być czasem zgubne 😉 miła atmosfera „kradła” kolejne sekundy dla tego zabrałem się do dalszej drogi. Szybkie spojrzenie na Tatry które w całej okazałości znajdowały się za moimi plecami i dalej do przodu. Z głównej drogi skręciłem w lewo i znalazłem się na trawiastym podbiegu. Dobiegłem do lasu gdzie kilka metrów przede mną przebiegło stado saren 🙂 piękny widok. Następnie kręta droga ale dość płaska zaprowadziła mnie w okolice Bachledowej doliny gdzie znajdowała się „ścieżka w koronie drzew”. Uśmiecham się bo byłem tam dzień wcześniej – polecam – fajne miejsce 🙂 Dalej droga w większości prowadziła w dół przez leśne i polne ścieżki. W tym momencie słońce wyszło zza chmur i się zaczęło…. gorąc 😦 Złapałem za bułkę z dżemem ale jakoś przy tej temperaturze nie dałem rady jej zjeść. Po dwóch gryzach schowałem do plecaka – tym razem ten patent się nie sprawdził. Kacwin – wieś w której był zlokalizowany kolejny punkt żywieniowo-kontrolny wraz z przepakiem. Osobiście nie posiadałem swojej „paczki” więc tylko skupiłem się na uzupełnieniu płynów – niestety nie było tam izo :/ Ale trzeba sobie jakoś radzić więc poprosiłem o wymieszanie wody z cytryną i solą. W tym czasie zjadłem kolejne kawałki banana – bo na zupy pomidorowej nie chciałem jeść – chodź na pewno była smaczna jednak taki posiłek na trasie nie jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Schłodziłem sobie jeszcze głowę wodą z kranu – co na kilka minut za hamowało uczucie gorąca lejącego się z nieba. Przed matą mierzącą pomiar czasu przebiłem piątkę z osobą supportującą zawody, usłyszałem „łogień” i pocisnąłem dalej. Ziemia lekko gliniasta i bardzo nierówna – cały czas pod górę. Dobiegłem do kolejnego lasu i zacząłem kolejny podbieg. Z każdym metrem stawało się to co raz trudniejsze gdyż tutaj nie było gliny – było za to mega błoto. Przypomniał mi się bieg rzeźnika – miałem wrażenie że ktoś przywiózł błoto z Bieszczad 😉 Po kolejnych kilku km nawierzchnia się nie zmieniła a ja zacząłem się ślizgać – dobrze że miałem kije które uchroniły mnie przed niejednym upadkiem. W tym momencie żałowałem że nie zabrałem na przepak swoich Inov-ów które tutaj sprawdziły by się wręcz idealnie. W takim klimacie dobiegłem na kolejny punkt żywieniowy Łapszanka Tutaj postój nie trwał długo gdyż zrobiło się tłoczno – dogoniłem osoby z trasy 55km a do tego usłyszałem że kolejny punkt jest za ok 10 km. Następnie po kilku kilometrowym odcinku drogi asfaltowej skręciłem w prawo na okoliczne pola.

Chmury przysłoniły słońce więc moje tempo wzrosło. Szutrowe odcinki, kilka lekkich podbiegów i zbiegów doprowadziły mnie do wsi Trybsz. Punkt żywieniowy był usytuowany przy głównej drodze. Tutaj ekipa „zaopiekowała” się mną mega profesjonalnie – szybkie uzupełnienie bukłaków, słowne wsparcie i info że jestem w czołówce biegu – prawdopodobnie na 5 miejscu. Hmmmm z moich wyliczeń wychodziło że troszkę dalej ale mogłem się mylić. Znów banany i pomarańcze 🙂 , kije w rękę i dalej w drogę. PIerwszy odcinek za punkt był dość wymagającym podejściem na którym mijałem kolejne osoby – jednak nie były to osoby z trasy 80 km. Zakładałem że może być cieżko kogokolwiek dogonić z trasy „Pomsta Janosika” ale starałem się utrzymać tempo. Znów odcinki leśnych duktów, trawiastych polan – w takim klimacie dobiegłem do wsi Dursztyn. Do mety zostało ok 15 km. Izo plus banany – przede mną ostania górka i później już tylko w dół – tak usłyszałem na punkcie. Pomyślałem „bułka z masłem” 🙂 chodź miałem przeczucie że ta „górka” da mi jeszcze popalić. Niestety tak też było 🙂

Góra „Żar” – chodź lepiej pasowała by nazwa „piekło” 🙂 Pionowa ściana, miejscami o nawierzchni równiutkiej jak szyba i baaaardzo dużym nachyleniu. Podejście było tak trudne że organizatorzy na pewnym fragmencie zamontowali linę która miała ułatwić pokonanie tego niespełna 200 metrowego odcinka. Oczywiście moja ambicja nie pozwoliła mi na skorzystanie z niej i dla tego wejście na szczyt przy pomocy samych kijów zajęło mi ciut więcej czasu.

Ale satysfakcja była duża 🙂 Następnie wąską ścieżką, przez gałęzie, krzaki i kilka błotnych kałuż dreptałem dalej – potrzebowałem chwili na uspokojenie serducha 🙂 Po lewej stornie, między drzewami przebijały się znajome krajobrazy – Niedzica Zamek – tam nocowałem więc już wiedziałem że jestem blisko mety. Droga zamieniła się na asfalt i kierowała w dół. Jakiś kilometr przed tamą dogoniła mnie zawodniczka z mojego dystansu i przez kolejne 3km biegliśmy obok siebie. Byłem już na „oparach” i tylko wypatrywałem upragnionej mety. Nie dałem rady dotrzymać tempa i w efekcie jakiś kilometr przed metą straciłem jedną pozycję w klasyfikacji open – ale to już nie miało dla mnie większego znaczenia 🙂 Dobiegłem do miejsca gdzie zlokalizowane było miasteczko zawodów, zbiegłem po schodach na polanę i wbiegłem na metę………zadanie wykoanne 🙂 

Wnioski:

Pogoda: Pomimo startu o godzinie 8 rano i zapowiadanych 30 stopni pogoda było dość łaskawa dla mnie 😉 Kilka gęstych chmur sprawiło że nie było piekła na całej trasie 🙂

Odżywianie: Banany i pomarańcze na punktach + do tego żele które miałem ze sobą. Kanapek nie zjadłem praktycznie wcale. 

Nawodnienie: Soft flaski z izo uzupełniane praktycznie na każdym punkcie na którym się zatrzymywałem.

Sprzęt: Plecak Salomon ADV Skin 5, kije – Black Diamond Distance Carbon, buty Hoka One One Speedgoat 3 – na skałach sprawdziły się idealnie, jednak na błocie za bardzo się ślizgały. 

Samoocena: Trudno nie być zadowolonym z osiągniętego wyniku 🙂 chodź zawsze można coś poprawić. Nie wiem czy byłem optymalnie zregenerowany po ostanim biegu (2 tygodnie wcześniej) ale na pewno dałem z siebie wszystko. Założenia biegowe zostały wykonane tak jak to zaplanowałem. Aby poprawić wyniki na pewno muszę położyć większy nacisk na ćwiczenia siłowe w okresie zimowym a także postarać się o jakieś „obozy” biegowe w górach.

Meta: 7 miejsce w kat. open, 6 wśród mężczyzn i 4 – najgorsze 😉 miejsce w kat. wiekowej. 

Czas: 10:11:09

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s