Chudy Wawrzyniec 2017 – czyli mój pierwszy ultra bieg.

Mówi się że pierwszego razu się nie zapomina…. to prawda.
Minęło prawie 2 lata od mojego pierwszego górskiego ultramaratonu a ja pamiętam jak by to było wczoraj.

Chudy Wawrzyniec to pierwsza impreza tego typu w której wziąłem udział. I z perspektywy czasu był to bardzo dobry wybór. Bieg odbywa się w Beskidzie Żywieckim na początku sierpnia więc czasu na przygotowania jest dużo patrząc przez pryzmat ilości dni od zakończenia zimy.

Wczesną wiosną a nawet już podczas zimy polecam wyszukanie noclegu w tej okolicy gdyż im bliżej imprezy tym miejsc noclegowych co raz mniej. Ja niestety zostawiłem to na później i dla tego nocowałem w Milówce, miejscowości oddalonej od Rajczy 10km (start biegu). Hotel Beskid bo tam się zatrzymaliśmy z rodzinką to miejsce które mogę śmiało polecić. Szefowa obiektu to bardzo miła Pani która jak większość mieszkańców tej okolicy dobrze zna ten bieg i chętnie porozmawia z wami na ten lub inne tematy. W hotelu znajduje się restauracja więc po za śniadaniami możemy zjeść pyszny obiad ale też jest możliwość złożenia zamówienia indywidualnego np. na danie dla biegacza czyli makaron 🙂 bez „ciężkich” dodatków.

Odnośnie noclegów to jest też możliwość rezerwacji „kawałka podłogi” w bazie zawodów w Ujsołach. Ja skorzystałem z takiej możliwości i noc przed startem spędziłem właśnie tam (karimata i śpiwór obowiązkowo zabrać ze sobą 🙂 Już od samego początku przebywania w tym miejscu łapiemy niezwykły klimat który towarzyszy tej imprezie. Przemili organizatorzy sprawiają że czujemy się jak jedna wielka rodzina. Do tego ilość zawodników którzy tam nocują podkręca całą atmosferę. Noc przed startem nie będzie idealnie przespana bo nie wszyscy kładą się spać o tej samej porze a zawodnicy zjeżdżają do późnych godzin wieczornych. Organizatorzy zapewniają dojazd do miejsca startu tak więc logistycznie takie rozwiązanie jest najlepsze, przynajmniej było dla mnie.

Sierpień w Polsce bywa najcześciej ciepłym okresem z małą liczbą opadów jednak jak się okazuje akurat w dzień startu tego biegu pogoda zmienia się diametralnie (w ubiegłym roku było identycznie). Na kilka dni przed zawodami temperatura dochodziła do +30 stopni w cieniu a w dzień startu wszystko zmieniało się momentalnie. Sam start był jeszcze suchy i ciepły ale kilka km. dalej widać było co nasz czeka przez najbliższe kilka godzin. Błyskawice i uderzenia pioruna na horyzoncie do którego zmierzaliśmy dały odczuć że profil trasy nie będzie jedynym wyzwaniem. Tak naprawdę 90% biegu lał deszcz bo padał to złe określenie. Woda płynęła z góry jak rwąca rzeka a wiatr i gęste chmury sprawiły że temperatura oscylowała w granicach +10 stopni. Warunki atmosferyczny były też powodem dla którego duża liczba zawodników biegnących w pierwszej fazie na dystansie 82km zmieniła trasę na krótszą 50-cio kilometrową. Nie jest to bieg uliczny dla tego nie liczcie na to że będzie lekko i przyjemnie. Krzysztof Dołęgowski jeden z organizatorów przed startem życzył wszystkim aby trasa dała nam w kość i maksymalnie nas wykończyła – nie wiem jak on to zrobił ale się sprawdziło 🙂

82-dwu a dokładnie 85-cio kilometrowa trasa jest pełna pięknych widoków, zieleni, trudnych podbiegów, ostrych, kamienistych zbiegów a miejscami pełna błota i wody po kolana.
Biegnąc mijamy kilka szczytów ale chyba tym który utkwi wam w pamięci będzie Oszust. Nie najwyższa ale praktycznie pionowa ściana która w deszczowy dzień staje się błotną ślizgawką na którą trzeba się dosłownie wdrapać. Tutaj świetnie sprawdzą się kijki jeżeli takich używacie (ja dałem radę bez ale wiem że były by bardzo pomocne).

Na tego typu trasach trzeba być cały czas skoncentrowanym gdyż o wywrotkę bardzo łatwo. Mi przytrafiła się jedna co najlepsze było to na płaskim odcinku na którym wywróciłem się o korzeń zarośnie†y wysoką trawą. Ale lepiej w takim miejscu niż innym, bardziej niebezpiecznym.

Dla mnie ten bieg był moim pierwszym startem w górach i doświadczenie na starcie było równe zeru. Ale już na mecie mogłem śmiało powiedzieć że skoczyło do 35 na 100. Ten bieg nauczył mnie przede wszystkim zbiegania. Chodź pierwsze kilometry były asekuracyjne i tylko podziwiałem osoby które leciały w dół obok mnie to już w drugiej części trasy po wyłączeniu „myślenia” zacząłem zbiegać prawie jak profesjonalista. Wszystkie wyciągnięte wnioski z biegu wypiszę poniżej bo na pewno przydadzą się osobom które planują taki bieg a jeszcze tego nie robiły.

Na trasie spotkałem wielu wspaniałych ludzi z którymi pokonywałem wspólnie chodź by wspomnianego oszusta i mimo że się dopiero co poznaliśmy to bardzo się wspieraliśmy i motywowaliśmy aby ukończyć ten bieg jak najszybciej.

Od tego roku tj. 2019 zmienili się organizatorzy ale mam nadzieję że poziom organizacji zawodów jego klimat i atmosfera się nie zmieni bo zamierzam tam jeszcze wrócić i zmierzyć się z trasą 100km która będzie organizowana co 2 lata. (następny raz w 2020r.)

Wnioski po pierwszym górskim ultramaratonie:

1. Dobre obuwie – tak ten element ba bardzo duże znaczenie. Ze względu że był to mój pierwszy bieg to nie przykładałem dużej uwagi do sprzętu i kupiłem buty buty MTR 71 Trial Low Men firmy Mammut. Nie są to złe buty jednak na tą trasę wybrał bym inne, z większym bieżnikiem który będzie wgryzał się w teren co ułatwi nam podbiegi ale także da pewność podczas zbiegania.

2. Zegarek a dokładnie bateria zegarka która wytrzyma czas w którym zamierzamy pokonać trasę. Ja podczas tego biegu miałem na ręku Garmin Forerunner 220 który mi wytrzymał dokładnie 8h. Trochę za mało i końcówkę biegłem już bez wiedzy ile jeszcze zostało do końca co żle wpłynęło na rozłożenie energii i zbyt wczesny finisz.

3. Czołówka – lekka, nie musi być o super mocy bo praktycznie każdy biegnie ze światełkiem na czole i jest widno ale dobrze ją mieć.

4.  Kurtka – przeciw deszczowa lub/i wiatroodporna. Przy tak zmiennej pogodzie dobrze mieć lekką kurtkę którą łatwo włożymy gdy będzie potrzeba aby nadmiernie nie wychłodzić organizmu. Mi na pewno by się przydała bo całą trasę przebiegłem w krótkim rękawku.

5. Plecak i jego zawartość – miałem na sobie plecak z bukłakiem 2l + dwa bidony 0,5l. Wydaje mi się że zbyt dużo bo tak naprawdę korzystałem w większości z bidonów a odpowiednio usytuowane punkty żywieniowe pozwalają uzupełnić zapas wody na dalsza część trasy.

6. Odżywianie na trasie – na pewno same żele nie są wystarczające chodź jako forma posiłku idealna ze względu na szybkość spożycia. Tutaj to już raczej kwestia indywidualna ale ja na pewno będę miał przy sobie coś więcej niż tylko „worek” żeli.

Poniżej zamieszczam jeszcze filmik przygotowany przez Krzysztofa Zaniewskiego z edycji Chudego w którym brałem udział

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s